Halo, halo!!!!!
Jestem! Nadrabiam lekkie zaległości na Waszych blogach i ze smutkiem stwierdzam, że jestem już zmęczona świętami...
Tak, tak... jeszcze miesiąc, a ja mam dosyć ozdób, ozdóbek, dekoracji (o prezentach nie wspomnę...).
Każdego roku obiecuje sobie, że się postaram, wytłumaczę sobie, ze święta są fajne, ale im bardziej się staram, uzyskuje odwrotny efekt.
Ostatnio rozmawialiśmy w pracy o naszych świątecznych odczuciach i wiem, że nie jestem wyjątkiem! Ha, tak sobie myślę, ze możne jednak jestem normalna!
Oczywiście dalej dłubię bombki, ale żadna z nich nie zagrzeje u mnie miejsca.
Podczas ostatniego polowania w "peweksie" całkiem przypadkowo zauważyłam warkoczowy sweter w pięknym, śliwkowym kolorze.
Normalnie grzech było nie kupić za 8 zł. W dodatku wiedziałam, że nie udzieję na drutach zimowej poszewki na poduszkę, ale uszyć - to co innego, zwłaszcza, że jestem szczęśliwą posiadaczką overloka!
No i mam poduszkę w wersji zimowej, jej kolor idealnie wpasował się do koloru pozostałych dodatków i ściany (jedna ze ścian ma głęboki śliwkowy kolor, a pozostałe tak jakby waniliowo-budyniowe):
Wiadomo, kto jest najbardziej zadowolony z nowego ubranka poduszki
A tak wyglądał sweterek przed przeróbkami.
pozdrawiam
Kasia












































