Witajcie serdecznie!
Ostatnio blog zarasta kurzem, ale to nie znaczy, że nic się nie dzieje.
Czasu mało, urlop za krótki...
Dzisiaj pokaże Wam swój patent na "zużyte" prześcieradła.
Prześcieradła z gumką - długa historia - wkurzają mnie niemiłosiernie.
Nie ważne: cienkie czy grube, tanie czy drogie i tak po kilku praniach powstają malutkie dziurki, jakby pralka zamiast prać to podgryza materiał.
No i takie dziurkowane prześcieradła nie nadają się do użytku, a z drugiej strony - szkoda wyrzucić taaaki kawał dobrej bawełny.
Co robię? Szyję ścierki - szmatki do domowych porządków, do garażu, do sprzątania samochodu, balkonu lub tarasu.
Bez większych ceregieli wycinam jak mi pasuje - bez liniału - na oko zszywam, wywracam na druga stronę, zaszywam dziurkę, i mam - bezpyłowe i bez farfocli ścierko-szmatki różnej wielkości.
Z jednego prześcieradła wyszło mi 11 szmatek, więc nie muszę kupować w sklepie.
I ktoś może powiedzieć/pomyśleć: a po co to? Szkoda czasu. Pewnie tak, ale maszynę i nici mam, dwie godziny też wygospodaruję, a prześcieradło przerobione, jakieś tam pieniądze w portfelu też zostają. Na kilka miesięcy zapas jest.







