Witajcie Kochani!
Zimno, buro i ponuro....
Ja nadal "przypominam sobie" jak szyć!
Tym razem zawzięłam się - rozpracowałam overlocka i w końcu wykorzystałam jego możliwości, ale po kolei.
Nie noszę dresów - nigdy. W mojej szafie nie ma takiego ubrania.
Nie znoszę dresów, leginsów i innych sportowych ubrań, które często nosi się "po domu".
W domu zakładam dżinsy, koszulkę i polar lub - gdy jest ciepło bawełniane sukienko- koszule (nocne).
Latem rano lubię zjeść śniadanie na tarasie, podlewam kwiaty, lecę do skrzynki pocztowej lub wynoszę śmieci - w nocnym ubranku. Dlatego moje pidżamy muszą przypominać ubranie dzienne - co by wstydu przed sąsiadami nie było...
Dostałam od mamy materiał - cienką bawełnę z dodatkiem lycry.
Znalazłam w burdzie wykrój sukienki z raglanowym rękawem i do dzieła...
Przy okazji sporządzania wykroju odkryłam cudowne właściwości papierowej taśmy malarskiej - jest lepsza od szpilek, bo materiał się nie marszczy i nie przesuwa.
Potem fastrygowanie i szycie.
Po 3 godzinach...
TADAM... jest gotowa - sukienko-koszula własnej produkcji.
No i tak będę wynosić śmieci i podlewać kwiaty wczesnym rankiem...
Tak mi się spodobało, że uszyje jeszcze jedna lub dwie, gdy znajdę ciekawy letni materiał.
Żeby nie było, że tylko siedzę w domu - 1 maja - zaliczona długa trasa rowerowa.
Logger pokazał 99 km!
Pozdrawiam serdecznie
Kasia