Witajcie serdecznie!
Jakoś tak mnie naszło, pstryknęłam kilka fotek i postanowiłam opisać nasz ciężki bój pod tytułem REMONT "SALONU".
Męczyliśmy się prawie miesiąc. Ekipa budowlana: ja, mąż, pies i kot.
Na ścianie, na której wisi telewizor przykleiliśmy na stelażu panele podłogowe, ponieważ jest tam pęknięcie, które po każdym łataniu i malowaniu ponownie wychodzi.
Aby uniknąć efektu pudła rezonansowego pod panele włożyliśmy wełnę mineralną.
Panele można było składać i przyklejać po kilka sztuk, aby nie odpadły.
Przy okazji zrobiliśmy instalację audio - wszystkie przewody pochowane zostały w ścianach.
W pierwszej wersji remontu chciałam zburzyć część ściany oddzielającej pokój i hol, ale po inspekcji architekta okazało się, że jest to ściana nośna i konieczna będzie specjalna belka - aby ją zamontować trzeba by było połowę domu rozmontować i wezwać firmę budowlaną (której z dnia na dzień się nie znajdzie).
Tak więc pojawił się kompromis: wyrzucamy drzwi i futrynę, ściana zostaje!

Potem było szpachlowanie, uzupełnienie płytek, fugi i malowanie.
Zamontowaliśmy karnisze i zasłony, pojawił się dywan - na próbę (podarowany od babci).
Malutki stolik - pomocnik przy sofie pomalowałam farbą kredową w kolorze bawełny -z małymi przecierkami.
Stary puf, który cudem uniknął wyrzucenia, bo stał w kącie u mojej mamy zyskał nowe życie - wyszlifowałam go, pomalowałam i zmieniłam obicie. Pasuje idealnie do fotela i wyśmienicie sprawdza się w roli podnóżka.
Planuję jeszcze kilka zmian kosmetycznych - na pewno będzie nowy dywan - pies i kot zaakceptowały nowe "coś" na podłodze, ale narazie muszę odpocząć.
Pozdrawiam gotąco
Kasia