poniedziałek, 15 maja 2017

Narzuta... miała być dla mamy

Witajcie wiosennie!
Nareszcie trafiła do nas! Ogłaszam wszem i wobec - wiosna przyszła!
A razem z nią moc siła i energia - huraaa!!!!

Moja mam chciała narzutę na łóżko w sypialni. Taką prostą, trochę rustykalną i w ogóle pasującą do sosnowych mebli i boazerii na ścianie.
Najpierw zachwycała się patchworkami, ale uznałam że kolorowa narzuta to zbyt wiele "szczęścia" w jej sypialni.
I wykombinowałam coś takiego, o wymiarach 250 cm/250 cm:




Narzuta bez wkładu watolinowego- miała być lekka i wygodna do rozkładania.



Po dwóch tygodniach użytkowania wróciła do mnie spowrotem, ponieważ okazała się zbyt duża do rozkładania dla kobietki rozmiarów krasnoludka.

Tak wygląda przymierzona do mojego łóżka.



I teraz pojedzie na wakacje do białego domku- na pewno przyda się gościom jako koc piknikowy.

I na koniec - wczorajsza trasa rowerowa.

68 km - rewelacyjna pogoda, czas od 10.30 do 17.30.

pozdrawiam
Kasia

5 komentarzy:

  1. Narzuta jest śliczna Kochana :* :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetna ta narzuta , podziwiam precyzję w szyciu , wszystko równiutkie . I wielki podziw nad trasa rowerowa 78 km robi wrażenie . Ale i tereny piękne na wycieczkę.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Historia pewnej narzuty ;) Podoba mi się kompromis pomiędzy patchworkiem i prostotą :)

    OdpowiedzUsuń

Serdecznie dziekuję za każe słowo...
Pozdrawiam Kasia